Doszło do tego, że zachowujemy się jak obcy względem siebie ludzie. Każde słowo brzmi, jakby było wymuszone czy też naznaczone brakiem chęci i motywacji, by starać się dalej. Brniemy w to coraz głębiej, udając, że jest w porządku, ale tak naprawdę nie dotarliśmy do sedna problemu, który staramy się bez tej wiedzy rozwiązać. Pogrążamy się poprzez nieustanne czynienie sobie wyrzutów, tak jakbyśmy mimowolnie obwiniali się o wszystkie złe rzeczy, które ostatecznie doprowadziły nas do tej przepaści. Strach i nieufność zawładnęły naszą relacją, wdało się tutaj jakieś zakażenie, które rozprzestrzenia się coraz szybciej i nie chce zniknąć, dopóki odpowiednio się go nie potraktuje. Ale brak sił nam obojgu... Pogrążamy się tylko w bierności, czekając, aż po burzy wyjdzie słońce i wszystko stanie się piękniejsze. Cień, który widziałam wcześniej jakby z daleka, teraz jest ledwo widoczny.
Tym razem to ja uciekłam. Bliskość mnie przeraziła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz